Jabłka i pomarańcze

3 września 2010

Dwie butelki o owocowych motywach. Bardzo mi się podobały :) Postanowiłam użyć w klasycznym decoupage, bez żadnych przecierek i postarzań. Efekt bardzo dobry :)

Domek na klucze

30 sierpnia 2010

Przedstawiam kolejne bejcowane moje dzieło :)

Romantyczny domek na klucze. Bejcowany w kolorze palisander, z motywem bajkowego domu małych królików. Sama przyjemność przechowywać w nim klucze.

Szkatuła w różach shabby chic

29 sierpnia 2010

Kto zna pojęcie shabby chic, ten wie, jak wyglądała alkowa nastolatki z epoki romantyzmu. Dzisiejsze próby powtórzenia klimatu dawnych lat – to właśnie shabby chic. Odnajdywanie uroku w starych rzeczach, w przedmiotach, detalach, tkaninach, odzwiercielające kobiecą duszę. Rozmyte biele, pastelowe róże, przydymione zielenie, angielski blichtr, zapomnienie.

Przedmioty z duszą i z klasą. Zdobyte na pchlich targach, odziedziczone po prababci cudeńka które tworzą w sypialni współczesnej kobiety bardzo osobisty charakter. Przedmioty – talizmany…

I taka jest dzisiejsza szkatuła. Z dedykacją dla młodej damy. Pastele i przecierka na wielobarwnym tle. Dominują biele i róże, zielenie i odrobina szarości. Dominująca róża angielska wielkokwiatowa zdobi nie tylko wieko, ale i wnętrze tej dużej szkatuły. Tworzy klimat prywatności i ukrytych skarbów. Szkatuła malowana miłością.

Piórnik z bluszczem

23 sierpnia 2010

Ciekawy pojemnik na kredki. Staromodny piórnik z motywem bluszczu. Piórnik ma wsuwaną pokrywkę, obustronną, więc wieczko zostało ozdobione z obu stron.

Zastosowana technika mieszana. Tło z zieleni miedzianej rdzy lekko potraktowane na środku powierzchni preparatem pękającym, a potem pomalowane białą satynową farbą. Po wyschnięciu całość trafiła pod obróbkę i drobnym papierem ściernym bardzo mocno przetarta. Chodziło o efekt pudełka z dawnych lat, o zdarcie farby z biegiem czasu, o spękaną powierzchnię tam, gdzie najwięcej się pudełko użytkuje. Bardzo kusi piękna pajęczynka cracka powstała po preparacie, ale w tym przypadku zdecydowałam się ją mocno przetrzeć tak by pęknięcia farby pozostały, ale jednak żeby to przecierka była dominująca w całości.

Powstał przybornik Ani z Zielonego Wzgórza :)

Wieszaki dziecięce w kompletach

17 sierpnia 2010

Dziś coś nowego.

Wieszaki w kompletach :) Trzy komplety wieszaków dziecięcych. Dobrane parami. Jeden podwójny wieszak na ścianę do wieszania nie tylko ubranek. W dziecięcym pokoju zawsze brakuje miejsca do powieszenia torby z pieluszkami czy podręcznymi rzeczami na wyciągnięcie ręki od przewijaka. Starsze dziecko koniecznie musi mieć swój wieszaczek na dziecięcy plecak, bluzę czy precjoza dla małej pięknisi. Do każdego wieszaka zrobiłam wieszak do szafy na ubranko. Wszystko dobrane kolorystycznie i rozmiarowo. 

Komplety zostały zrobione z myślą o prezentach.  Wieszaki do szafy dla maluchów to rzadkość, pomijając te marketowe plasticzane  kupowane razem z ciuszkami. Taki drewniany komplet to niespotykany prezent :)

Wieszak na ścianę ma rozmiar  20 x 12,5 cm, a grubość 0,9 cm.

Wieszak do szafy jest w dziecięcym rozmiarze – 31 x 5,5+ hak 9 cm grubość 11 mm


Szafka z królikami

15 sierpnia 2010

Nawiązując do wczorajszej szkatuły z kotami, pokażę dziś szafkę którą robiłam równolegle z nią. O ile szkatułę mogłam bez problemu bejcować w pracowni, tak z szafką pojawił się problem. Bejca ma to do siebie, że trwale barwi wszystko na co kapnie. A szafka jest po prostu za duża, żebym mogła bezpiecznie ją bejcować w pracowni nie narażając całej okolicy stoły na przybranie koloru palisander.

Szafkę oraz drzwiczki, wcześniej rozebrane z okuć i zawiasów, wyniosłam więc na taras. Zaraz po tym jak zaczęłam bejcować, zerwał się porywisty wiatr. No i niestety, jak już się zaczęło malować, to trzeba skończyć, inaczej pojawią się plamy, przebarwienia, a na granicy wcześniej malowanej powierzchni pojawią się smugi, ponieważ bejca ma to do siebie, że nowa warstwa nałożona jest ciemniejsza niż ta poprzednia. Bejcować więc należy całą powierzchnię na raz, i pracy przerwać nie można.

Dzieciaki umknęły przed wiatrem i spodziewanym deszczem do domu, przy okazji przewracając mi butelkę z bejcą. Złapałam ją w locie, ale niestety uchlapany został taras, moje ręce i nogi. Zła byłam bo od razu zobaczyłam oczami wyobraźni zdzieranie skóry pumeksem żeby się domyć. Na szczęście tak jak pisałam we wpisie o szkatule, bejce Dragona zmywa się bez problemu (ze skóry oczywiście).

Powalczyłam z wiatrem, kilkakrotnie łapałam odlatujące drzwiczki, jedną ręką kończyłam bejcować, drugą ręką trzymałam butelkę, trzecią ręką przytrzymywałam samą szafkę, czwartą…. w efekcie wyglądało to dość zabawnie :) Całe szczęście udało mi się skończyć zanim lunął deszcz. Po zabejcowaniu szafka i drzwiczki trafiły do pracowni do wyschnięcia,  a ja trafiłam pod prysznic.

Na drugi dzień zaczęłam ostrożnie naklejać motyw. Dobrane wcześniej kolorystycznie miasteczko królików. Ten obrazek mam już od dawna i od razu mnie zauroczył. Taki ciepły, domowy, rodzinny. Szafka prawdopodobnie zostanie u mnie,  w pracowni, jako miejsce do trzymania chemii, lakierów, cracków, i farb do szkła. No chyba że będzie chętny bardziej zauroczony niż ja :)

Jak się podoba ?

Kocia szkatuła

14 sierpnia 2010

Zaprezentuję dziś coś, co jest mixem technik. Prawdę mówiąc robiłam to po raz pierwszy, i od razu na zamówienie, więc poziom stresu dość wysoki ;)

Założeniem projektu było wykonanie dużej szkatuły na biżuterię dla miłośniczki kotów, która posiada sypialnię w ciemnym drewnie. No i weź bądź mądry i pisz wiersze – jak pogodzić koty z ciemnym w założeniu wnętrzem?

Na początek trzeba było zdecydować o wyglądzie „bazy”. Postawiłam na sprawdzoną już bejcę w kolorze palisander. Bejca bejcy nie równa. Jeśli ktoś nie jest zawodowym chemikiem, lepiej nie ryzykować i uznać, że fachowcy wiedzą lepiej. Firma „Dragon” produkuje świetnej jakości chemię do drewna, łącznie z bejcami ognioodpornymi, co ciągle mi przypomina, że panel do kominka może być także ozdobiony decoupage. No ale to przyszłość. Na te bejce ognioodporne mam smaka od dobrego pół roku, zważywszy że mój osobisty salonowy kominek nadal jest nie wykończony, bo ciągle, niemal co tydzień, zmienia mi się koncepcja jego wykonania. A mania decoupage ogarnęła mnie po całości. Wracając do bejc, przypomniałam sobie słowa mojego Dziadka, który miał świętą rację, wpajając mi, że niektóre produkty chemiczne można zmyć ze skóry jedynie… razem ze skórą, pomijając fakt, że czasem i tego nie trzeba, bo skóra złazi sama. I zalecał ostrożność. Jakoś tak zapadło mi to w pamięć, na tyle, że do niektórych środków chemicznych nie podchodzę bez fartucha i rękawic. Wracając w tym kontekście do bejc, jakież było moje zdziwienie, po mocnej walce z ową bejcą, szafką wiszącą, silnym wiatrem i atmosferą przedburzową, że wykorzystując bejcę marki „Dragon” nie trzeba ścierać sobie pumeksem jednej z siedmiu warstw skóry, bo wystarczy zwykłe mydło w płynie i prysznic…. (historia bejcowania szafki na świeżym powietrzu przy porywistym wietrze i burzy z piorunami już wkrótce)

Wracając do tematu —-> tytułowa szkatuła z kotami….

Szkatuła została potraktowana bejcą rustykalną Dragon w kolorze palisander, warstwy razy dwa. Po wyschnięciu przyszła kolej na wieko. Tło pod koty powinno być białe, ale same koty wymagały czegoś więcej niż samo białe tło. Ryzykując niesprawdzony wcześniej pomysł dziewczyn z Kaiem z gazowaniem powierzchni, postanowiłam iść na całość i wieko, po dokładnym zafoliowaniu, zalepieniu, zataśmowaniu i zaklejeniu (żeby za żadne skarby świata żaden pyłek białego akrylu nie upaćkał bejcowanej powierzchni), wieko zostało pomalowane białym akrylem czeskiej marki Koh-I-Noor. Tu też zrobiłam wyłom, rezygnując na tej szkatule z mojego ukochanego Amsterdamu na rzecz Czechów. Czeski akryl jest gęstszy, bardziej plastyczny, podatny na fakturowanie, szybciej schnący i nie ukrywam – wydajniejszy. Cenowo droższy, ale w wyższych pojemnościach. Idealnie wyszedł jako materiał pod gazowanie – struktura jest wyraźna, jednolita, nie grudkuje się, jest plastyczna.

Zadowolona z efektu od razu na to położyłam motywy. Do rudej szkatuły najbardziej pasował rudy kot. I on właśnie dominuje na wieku. Jako drugi plan dołożyłam szarobure kocisko marki dachowiec z pędzelkami na uszach, a pracę dopełniłam tymi dwoma bohaterami, dokonującymi rytualnych młodzieńczych łapoczynów w dolnym prawym roku wieka szkatuły… I poszłam spać :)

Rano okazało się, że koty wyszły doskonale, jednak na tle nieskazitelnie białego Koh-I-Noora, przy ciemnym odcieniu palisandru, koty odcinają się za bardzo i są zbyt ostre. Trzeba było je nieco złagodzić. W tym celu namieszałam w farbach odcieni wcześniej traktując je medium opóźniającym schnięcie i domalowałam cieni, pędzelkiem nieco „przybrudzając” białe tło. Po bokach nałożyłam po troszeńku rudego, żeby wyszło na cienie z palisandru, a na samym wieku dołożyłam cienie rudego kota i tego drugiego w szarościach. Białe tło zostało tym samym złamane, koty straciły ostrość, a ich kontury zostały rozmyte.

Do szkatuły nadal mi czegoś brakowało, więc dołożyłam maminej bawełnianej tasiemki, która okala całą szkatułę. szkatuła nabrała kobiecego charakteru :)

A oto efekt tej walki:

Kieliszki na jajka

7 sierpnia 2010

Dziś kolejne 9 drewnianych kieliszków na jajka, imiennych :) Dla odmiany imiona postanowiłam umieścić nie na zewnątrz, a wewnątrz kieliszka. Wszystkie zostały pomalowane farbą akrylową, postarzone jednoskładnikowym crackiem, i ozdobione  malutkimi motywami.

Kieliszków jest dziewięć, każdy jest inny, każdy z imieniem nowego właściciela.  Smacznego :)

Po przerwie…

6 sierpnia 2010

Niestety nieszczęścia chodzą parami. Tym razem posłuszeństwa odmówił komputer, a konkretnie płyta główna. Potracone dane, hasła, pliki, zdjęcia, wszystko co było na dysku, który jest sprawny, ale tak stary że nikt nie ma pomysłu jak z tego starocia wydostać pliki…

Tymczasem instaluję się na innym komputerze, choć jeszcze potrwa zanim całość wróci do dawnej sprawności.

W czasie gdy byłam odcięta nie tylko od netu, ale i od komputera w ogóle, powstało sporo rzeczy, więc teraz będę nadrabiać wpisy :)

Zrobiłam sobie stolik. Stolik należy do mojej mamy, jest z epoki późny Gierek/ wczesny Rakowski, był pierwotnie brązowy, służył długie lata jako stolik pod telewizor, potem pod kwiaty w doniczkach, co skończyło się zniszczeniem całej politury która po prostu w całości odpadła. Stolik można było wyrzucić albo reanimować. Stanęło na reanimacji.

Dziś zamiast wpisu…

11 lipca 2010

Po dłuższej przerwie w decoupage wróciłam do formy ;)

W pracowni mam kilkanaście dość ładnych egzemplarzy, z czego większość z pchlego targu, czyli zdobyta metodą odzysku na targach staroci. Jest też sporo nowych fabrycznie drewienek. Zapowiadam ładne komplety :)

Póki co część już w lakierowaniu, część w półobróbce, a reszta dopiero czeka na swoją kolej. Tymczasem zamieszczam coś, co zachwyci zwolenniczki użytkowego haftu krzyżykowego. Cztery kwiatowe motywy do miksowania i jedna poducha, jednak charakteryzujące się prostotą wykonania a co za tym idzie wyszywa się je bardzo szybko, mimo wielu użytych kolorów. Zwolenniczkom haftu proponuję użyć ich w nieco inny sposób. Zwykle zdobią serwety i obrusy, ale wiecie jak to jest… Na miłość boską, kto to będzie prał po okolicznościowym obiedzie, a tym bardziej, czy znajdzie się jedna osoba która doceni fakt, że je posiłek na takim arcydziele?

A spróbuj moja kochana wyszyć to na kanwie, a potem metodą aplikacji odwrotnej wpisać bajecznie kolorowy haft w przód podszytej ociepliną torby na ramię, albo dużej kosmetyczki, albo poduszki, i tkaniny użyte na taki patchwork porządnie przepikować? No powiedz sama, ile osób przejdzie obojętnie obok takiego cudeńka? Ja sama jestem zwolenniczką mieszania technik i uwielbiam takie mixy bo wiem że są to rzeczy wyjątkowe i niepowtarzalne. Zdobyte motywy są częścią moich licznych wieloletnich „zbieranek”, nie mam pojęcia skąd się wzięły, po prostu szperając po niezawodnym 7ya.ru zapisuję sobie zapożyczone od Rosjanek motywy żeby do nich wracać gdy mnie najdzie na krzyżyki… Smacznego :)

Po kliknięciu w obrazek można obejrzeć i ściągnąć pełną wersję.

Następna strona »